autor: Przemysław Sekieta | dodano: 31.03.2012
Retrospekcyjny bełkot?
Tagi: android windows mobile Android
Jakoa uzależniony użytkownik mobilnych zabawek byłem niedawno, a nawet wciąż jestem świadkiem niekończącej się dyskusji dotyczącej odwiecznego problemu – który system operacyjny implementowany w smartfonach i tabletach jest najlepszy i dlaczego nie jest to Android. Postanowiłem nieco zanalizować argumenty i odnieść się do nich, starając się przy tym nie zapomnieć o rynkowych uwarunkowaniach.
Poweruserzy – tak zwykli mawiać o sobie użytkownicy, którzy używają smartfonów do tzw. „wyższych celów”. Jest to więc grupa, która zdecydowanie różni się od przeciętnych zjadaczy chleba, którzy – według poweruserów – nie mają pojęcia po co im ten smartfon, ale dumnie prezentują go gawiedzi podczas każdej nadarzającej się (lub nie) okazji. Zaawansowani użytkownicy przyzwyczajeni do standardów Windows Mobile, gdy dniami i nocami przesiadywali wgrywając różne poprawki do urządzeń, nie mogą pogodzić się z tym, że teraz wystarczy wyjąć urządzenie z pudełka i… zacząć go używać! Tak, właśnie ta dodatkowa funkcja – bezproblemowe działanie - została zaimplementowana w nowych urządzeniach i to nie mieści im się w głowie!
Tęsknota za Windows Mobile przejawia się coraz częściej, szczególnie gdy porównywać przychodzi Microsoftowego półboga z produktem Google – Androidem – który święci triumfy popularności na rodzimym rynku.
Powiedzmy sobie szczerze – Android nie jest idealny. Nie jest nawet zbliżony do ideału, posiada wiele mniej lub bardziej denerwujących wad, nie dyskwalifikujących go jednak jako systemu, który zarządza na co dzień urządzeniami, służącymi ludziom do utrzymywania kontaktu z innymi, posiadając przy tym coraz więcej funkcji. Co najbardziej koli w oczy – fragmentacja i niespójność. Android ciągle nie jest systemem spójnym, chodź należy przyznać, iż pod tym kątem Ice Cream Sandwich wprowadził mnóstwo znaczących udogodnień. Drugą bolączką systemu Google z pewnością jest zasobożerność – kiedy WM potrafił doskonale operować na procesorze o taktowaniu 500MHz, tak Android nie potrafi zadowolić się nawet jednostką o taktowaniu dwukrotnie wyższym. Oczywiście i na to jest odpowiedź – system ciągle jest usprawniany, na najnowszych urządzeniach rozwijając skrzydła i pokazując drugie oblicze, czego „power userzy” wydają się już nie zauważać. I, o ile nie zamierzam tutaj podważać realnych argumentów, o tyle niektóre zarzuty wydają się żywcem przerysowane z kultowej komedii Stanisława Barei – Miś.
Prywatnie mój ulubiony „minus” Androida, na który natrafiłem podczas przeglądania wielu stron rozmów na jego temat, to brak funkcjonalnych aplikacji. BRAK APLIKACJI! Specjalnie na potrzeby felietonu sprawdziłem liczbę programów dostępnych dla systemu Android - jest ich 450 000. Zarzucicie mi, że nadal nie wszystkie są funkcjonalne. Zgodzę się, zwłaszcza, gdy algorytm umieszczony w Google Play nie zawsze wyszukuje odpowiednie aplikacje. Ale one są, i to jest ich całkiem niemało. Dla porównania w AppStore dostępnych jest obecnie 135 000 programów więcej, dystans jednak szybko się zmniejsza.
Wymagający użytkownicy narzekają również na ograniczenia w obsłudze aplikacji palcem, twierdząc, że czasem jest to zupełnie niemożliwe. Cóż, wystarczy wspomnieć, że przy obecnej wielkości ekranów większość potrafi używać swego urządzenia używając nawet kolana, co więcej, Samsunga Note obsłużyłby nawet słoń. Pozwolę sobie również porównać pod tym względem Windows Mobile, w którym obsługa aplikacji ograniczała się do dziubania gwoździem po ekranie, co nie należy do najwygodniejszych czynności.
Najsmutniejsze z całej tej nostalgicznej maskarady jest to, że jeden czy drugi sądzą, że mają jakikolwiek wpływ na kształt tego systemu. Realia są jakie są – zapotrzebowanie rynku na smartfony, które będą charakteryzować się większą możliwością personalizacji i ingerencji w software nie jest wysokie, w związku z tym producenci z pewnością nie porzucą pieniędzy, które napływają na ich konta z prędkością światła, nie postawią na użytkowników, którzy stanowią zaledwie mikroskopijną część całej grupy konsumentów, a już tym bardziej nie skomplikują swego urządzenia, by po raz kolejny zatoczyć koło i stworzyć urządzenie, które pomiędzy wyjęciem z pudełka, a użytkowaniem powinno zostać zrestartowane naście razy, potrzebować będzie dziesiąt łatek, aplikacji i poprawek, by po włączeniu okazało się, że i tak jest zbyt skomplikowane, by przeciętny konsument mógł go komfortowo używać.
PS. Żeby nie było, że jestem gołosłowny - słoń potrafi obsługiwać Galaxy Note, a oto dowód:
| Pokaż mi system, a powiem Ci jak ży... | My name is czytnik | |
oceń artykuł:
(5.0/5.0, 3 ocen)
Komentarze (2):
Słoń z reklamy (2012.05.19 00:08)



