Przemysław Sekieta

autor: Przemysław Sekieta | dodano: 26.04.2012

 

Postęp technologiczny – klątwa czy zbawienie?

Tagi: microsoft smartfon apple google Apple Google Microsoft

Wizja mądrych telefonów, które wyręczą użytkownika na każdym kroku, ugotują obiad po uprzednim wyszukaniu przepisu i zakupie produktów, zaczynają się ziszczać. Czterordzeniowe procesory, gorilla glass, wyjścia HDMI czy 12 megapikselowe aparaty fotograficzne nikogo już nie dziwią. Często zadajemy sobie jednak przekorne pytanie: kto na tym zarabia? Wiele mówi się o rynku konsumenta, który – w powodzi urządzeń mobilnych – staje przed wyjątkowo skomplikowanym wyborem urządzenia, które spełni jego oczekiwania. Czy ten rynek naprawdę jest tym, o czym się mówi? A może to konsument przerodził się z beneficjenta w ofiarę szeroko zakrojone manipulacji, u podstaw której leżą niewyobrażalne profity?

agentgeni.us/xgo

Do czego to prowadzi?
Producenci mobilnych urządzeń od dawna prześcigają się w wymyślaniu innowacyjnych rozwiązań, których zadaniem jest ułatwienie życia użytkownikom. Tak jest odkąd pamiętam, prawdopodobnie tak będzie zawsze. Wydaje się jednak, że nie zawsze taka procedura jest opłacalna dla użytkownika, który zmuszany jest do coraz częstszej zmiany sprzętu, ponieważ po raptem kilku miesiącach nie jest w stanie pracować w komfortowy sposób. Do czego dąży wielki wyścig zbrojeń? Głównie do ciągłego zwiększania mocy obliczeniowej smartfonów, które na przestrzeni ostatnich lat ewoluowały nadzwyczaj szybko.

Nie wszystkie innowacje spotykają się jednak z akceptacją użytkowników. O ile, wiele z udogodnień i dodatkowych funkcji prezentuje wymierną wartość dla użytkownika, o tyle podobna ilość wydaje się być albo zbędnym kosztem albo zdublowaną funkcjonalnością innego urządzenia.

Dochodzi więc do absurdów, gdy konsument zwyczajnie (?) nie potrafi analizować własnych potrzeb. Innowacje wprowadzane są zbyt szybko, użytkownik nie nadąża za tym, co jest mu potrzebne, a co jest tylko zbędnym dodatkiem, który nie wnosi nic poza wyższą ceną urządzenia. Czyja to wina? Wydaje mi się, że operatora, który bezlitośnie przywiązuje klienta do siebie oferując dwu lub więcej letnią umowę, która umożliwia zakup telefonu po niższej – acz ciągle horrendalnie wysokiej – cenie.

Retrospekcyjnie – czyli co się zmieniło?

Głównym pytaniem, które nurtuje mnie za każdym razem, gdy czytam o kolejnym „kamieniu milowym” na rynku smartfonów jest: jak to możliwe, że 7 lat temu na sprzęcie, którego hardware stosowany jest obecnie w zegarkach naręcznych, system działa z podobną prędkością? Nigdy nie byłem zwolennikiem teorii spiskowych, wydaje mi się jednak podejrzane, że sprzęt z najwyższej półki, który swoją ceną dorównuje średniej klasy komputerowi przenośnemu, nie zapewni mi komfortu użytkowania po czasie dłuższym niż 5-6 miesięcy. Aktualizacje systemu operacyjnego ciągle spowalniają sprzęt, dodane są w nich bowiem funkcje, które – całkiem niepotrzebnie – obciążają hardware smartfonów. Czy mam wobec tego do czynienia z celowym sabotażem, którego celem jest wymuszenie na mnie wydania kolejnych ciężko zarobionych pieniędzy na coś, co podzieli los swojego poprzednika?

Siedzę tak i głowię się – co jeszcze było inaczej wtedy, gdy „dziobanie patykiem” po ekranie było koronkowym przykładem „geekowstwa”, co sprawiło, że teraz najważniejszą funkcją urządzenia mobilnego nie jest szybkość jego działania i komfort użytkowania, a ilość wodotrysków i kolorowa obudowa? Czy spłycanie problemu przeze mnie jest proporcjonalne do spłycenia społeczeństwa, które mnie otacza?

Czy będzie tak zawsze?

A może to naturalna kolej rzeczy, zmiana profilu konsumenta, który nie do końca zdaje sobie sprawę, że jest tylko marionetką, która nieświadomie nakręca tę maszynę, czy może celowe działanie operatorów, którzy – mamieni finansowymi benefitami – z premedytacją sprzedają swoim chlebodawcą urządzenia, które nie spełniają ich oczekiwań, ponieważ nie mogą być przez nich efektywnie obsługiwane?

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej nienawidzę siebie. Nawet przy tak – na pierwszy rzut oka – prozaicznym problemie, ukazuje się mym oczom era konsumpcjonizmu i marnotrawstwa. Lepiej żyje mi się w nieświadomości, będąc obojętnym trybem w finansowej machinie, niż rozważając ewentualne przyczyny takiego stanu rzeczy. Ale czy to jest wyjście? Czy jeśli wszyscy będziemy tańczyć tak jak nam zagrają, nie zapędzi nas to w miejsce, z którego nie będzie już powrotu? A może tak właśnie musi być, bo to właśnie producenci smartfonów i systemów wiedzą co dla nas najlepsze i konsekwentnie podążają ścieżką wyznaczoną przez Apple?

Czy jest jeszcze szansa by sprzęt, legitymujący się cztero-rdzeniowym procesorem, dedykowaną kartą graficzną, 2GB pamięci RAM i 4 calowym ekranem, potrafił zadziwić swą wydajnością i szybkością działania? Sądząc po braku alternatywy, nieprędko zmieni się myślenie producentów, których głównym motorem napędowym jest portfel konsumenta. I dopóty, dopóki ten konsument się nie postawi i nie zacznie wymagać, pieniądze z jego portfela ubywać nie przestaną, a jakości jak nie było, tak nie będzie.

HTC Sensation vs HTC Sensation XE...   O co tu chodzi, czyli alfabet mobil...

oceń artykuł:

(5.0/5.0, 7 ocen)

 

Komentarze (2):

Nindia

Nindia (2012.07.16 05:49)

 
24
 
Oj Robert, Robert 1. Nie każdy nie ma pojęcia o sprzedaży CHIP-a. VBC jest członkiem Związku Kontroli Dystrybucji Prasy i ckfreyi dla -a można sobie pooglądać (jak się ma dostęp ).2. Nie każdemu pismu komputerowemu sprzedaż spada, niektf3rym rośnie i to dość ładnie.3. Dla wielu osf3b nadal jednym z głf3wnych motywf3w zakupu pisma są płyty z oprogramowaniem. Pamiętaj, że wciąż zdecydowana większość osf3b w Polsce łączy się z Netem przez modemy. Dla nich ściągnięcie czegokolwiek to spory wydatek, a przecież programy jeszcze trzeba znaleźć. Za 15-20 złotych raz w miesiącu mają wybf3r najciekawszych / najlepszych wraz z gwarancją braku wirusf3w. Na modemie za 15 złotych zbyt wiele rzeczy nie ściągniesz 4. Stolikowi sprzedawcy nie mają prasy regularnie, nie wystawią faktury dla firmy, wreszcie rzadko kiedy miewają CHIP-a jako takiego. To może być źrf3dło okazjonalnych zakupf3w, ale nie regularnego zaopatrywania się w pisma.Jeśli chodzi o wybf3r sprzętu, to THG jest zbyt trudne dla ZU panuje tam gigantyczny chaos, nie do ogarnięcia dla kogoś, kto się na sprzęcie nie zna. Wartość odpowiedzi w Usenecie zna każdy, kto szukał naprawdę konkretnych informacji szkoda czasu. Gdy wybierałem cyfraka, sporo czas przesiedziałem na grupach i serwisach branżowych. Gdybym się miał kierować opiniami tam podawanymi, do dziś ciułałbym kasę na lustrzankę, bo nic innego nie było godne zakupu. Na szczęście przeczytałem parę sensowych informacji i nauczyłem się wybierać aparaty sam. To samo dotyczyło niedawnego zakupu laptopa do firmy.Last but not least. Ciebie nie interesuje recenzja kart graficznych za 1000 złotych, ale wiele osf3b chętnie o tym przeczyta. Jedni zaczną na taką kartę odkładać, inni zaczekają pf3ł roku na obniżenie ceny, a jeszcze inni (np. ja) poczytają sobie o tym dla zorientowania się w aktualnych trendach i możliwościach oraz dla oderwania się od ślęczenia w kodzie.
Boprubar

Boprubar (2012.04.28 19:19)

 
24
 
Ta ilość Mpixeli to jest zazwyczaj ściema (a przynajmniej w komórkach i najpopularniejszych aparatach kompaktowych).

Gdy jest napisane 12MPixeli trzeba mieć świadomość tego, że dla zdjęć kolorowych w rzeczywistości jest to 6Mpixeli które potem oprogramowanie komórki/aparatu interpoluje (skaluje) do 12Mpixeli.

Jedynie przy robieniu zdjęć czarno-białych matryca takiego aparatu jest w stanie zrobić zdjęcie 12Mpixelowe i dlatego producent może sobie napisać na aparacie dużą liczbę 12 która lepiej mu napędzi sprzedaż niż liczba 6.

Dodaj komentarz: