autor: Bartosz Woldański | dodano: 06.09.2009
Tajne Akta 2: Puritas Cordis
- Ilość odsłon: 36122
- Ilość komentarzy: 1
- Drukuj artykuł
- Forum
- AAA
- RSS
Tagi: przygodowa gra tajne akta tunguska
Wprowadzenie
Tajne Akta: Tunguska to jedna z lepszych, klasycznych przygodówek ostatnich lat. Od tamtego czasu nie dane mi było zagrać w wiele równie grywalnych gier. Poza Samem & Maksem: Sezonem 1 i Sinking Island żaden inny z nowszych ?point'n'clickowców? nie utkwił mi w pamięci. Aż do ukazania się kontynuacji dzieła Fusionsphere Systems.
Puritas Cordis a fabuła
Puritas Cordis, gdyż taki podtytuł zyskał sequel, zaczyna się prawie od samego trzęsienia ziemi (rzecz jasna, niedosłownie). O ile część pierwsza jakoś nie wywoływała szczególnych emocji, tak druga po prostu trzyma w napięciu przez spory fragment rozgrywki, począwszy od prologu. Po świetnie zrealizowanym intro intryga przenosi nas do Anglii ? od tego momentu rozpoczynamy właściwą rozgrywkę, animując epizodyczną postać biskupa Parreya. Dopiero po tym krótkim, acz pełnym wrażeń odcinku wreszcie sterujemy starą-nową bohaterką, Niną.
Jako panna Kalenkow mamy zamiar odbyć relaksującą podróż statkiem, z dala od eks-chłopaka, Maksa (w którego również przyjdzie nam się wcielić). Niestety, zawsze musi być pod górkę. Okazuje się, że z pozoru przypadkowy przechodzień, który zaczepił nas tuż przed znalezieniem się na pokładzie ?Calypso?, nie był wcale tak przypadkowy, a morska podróż to dopiero przedsmak szalonej wizji twórców scenariusza. Przybliżonego tematyką do Kodu Leonardo da Vinci oraz poprzedniego tworu Fusionsphere, Tunguski.
Czeka nas masa ekscytujących chwil. Ujdziemy ledwo z życiem z zatopionego statku, trafimy do zarośniętego skrawka Indonezji, zbadamy teren tajemniczego zamku we Francji, a także ostatecznie uratujemy świat przed czyhającym zagrożeniem. Podobnie jak we wcześniejszej odsłonie i tu zagramy nie tylko jednym bohaterem. Nastąpił nawet krok naprzód, bo pokierujemy aż czterema charakterami. Wymieniłem już biskupa-wykładowcę, Ninę oraz Maksa. Ostatnim czy raczej ostatnią z ?fantastycznej czwórki? jest niejaka Sam ? znajoma byłego chłopaka czerwonowłosej persony. Jednakże główne role nadal odgrywają Nina i Max i to z nimi nie rozstaniemy się aż do zakończenia.
Muszę szczerze przyznać, że fabuła przypadła mi do gustu od samego wstępu. Między innymi za sprawą tego, że podczas gry karmieni jesteśmy sporą porcją całkiem długich i ? co ważniejsze ? ciekawych przerywników filmowych, które popychają intrygę do przodu i udanie spajają minione wydarzenia z nadchodzącymi. Było, co prawda, parę wolniejszych momentów, w tym ciągnący się etap na statku ?Calypso?, ale jako całość wypada nad wyraz dobrze.
Odrobinkę wrażenie psują nielogiczności, którymi poczęstowano nas już w intro (zdradzać szczegółów nie mam zamiaru, więc pominę to milczeniem), oraz parę niepasujących, wręcz komicznych elementów (np. klony Sama ?Splinter Cell? Fishera). Na całe szczęście jest ich na tyle mało, że nie wpływają zbytnio negatywnie na odbiór Tajnych Akt 2, wręcz przeciwnie ? szybko o nich zapominamy i dajemy się ponieść wciągającej historii.
Szkoda tylko, że nie oferującej zwrotów akcji i trochę dłuższej żywotności, gdyż starcza na ledwo ponad 5 godzin, co jest czasem znacznie krótszym od poprzedniczki. Niemniej w ogólnym rozrachunku jest co najmniej tak samo dobrze, jak w przypadku Tunguski, a miejscami nawet trochę lepiej.
| Puritas Cordis | ||
oceń artykuł:
(4.0/5.0, 2 ocen)








