Gears of War

autor/dodał: | dodano: 09.03.2008

Wprowadzenie

Oto trzy dziedziny, na których rozwój ludzkość poświęca coraz więcej pracy, czasu i pieniędzy: eksploracja i podbój kosmosu, medycyna oraz militaria. Najbardziej zaawansowane stadium rozwoju posiada oczywiście ta ostatnia, bowiem od początku swego istnienia, rasa ludzka tworzy i robi użytek z broni - wzajemnie się unicestwia.

Trzeba przyznać, że w kwestii zabijania staliśmy się prawdziwymi specjalistami. Nie mordujemy się jednak dla czystej przyjemności, zawsze biliśmy się o coś. Tym czymś, była zazwyczaj władza.

Dane o grze | Minimalne wymagania | Platforma testowa

 

W wizji panów z Epic Games, w przyszłości nie zmienimy się za bardzo, zmieniać się będą tylko obiekty naszych pożądań i miejsce, w którym będziemy walczyć. Gdzieś w odmętach kosmosu, znajduje się planeta Sera. Homo sapiens przez wiele lat toczyli tam ze sobą zażarte wojny o władzę, do czasu odkrycia tzw. Imulsji, czyli niezwykłej substancji znajdującej się głęboko pod ziemią, która rozwiązała wszystkie problemy energetyczne. Nastał pokój, a ludzkość weszła w złotą erę dobrobytu.

Niestety, gdyby na tym zakończyć, to historia nie nadawałaby się do konsolowej gry akcji, przeniesionej potem na PC. Z głębi planety na powierzchnię wychodzi Szarańcza – potworna rasa hybryd modyfikujących swe ciała biomechanicznymi implantami, których nie da się zachęcić do wspólnej koegzystencji, przekupić czy po prostu wystrzelać. Obcy nie są też pozbawionymi rozumu zwierzętami znanymi z amerykańskich filmów, które chcą jedynie zaspokoić głód. To zorganizowane, uzbrojone i umundurowane zastępy wojskowe, które są tak różnorodne, co przebiegłe. Niewiele czasu minęło, by Szarańcza zniszczyła niemal cały dorobek cywilizacyjny zaskoczonych ludzi. Ocalali uciekinierzy schronili się w mieście-twierdzy Jacinto, z której w akcie desperacji dokonano zniszczenia wszystkich pozostałych miast, baz wojskowych i wszystkiego, co stworzyli ludzie, a co mogłaby wykorzystać Szarańcza.

Wróg nie został jednak unicestwiony, skrył się w swych podziemnych tunelach, skąd zaczął prowadzić działania wojenne, które coraz bardziej osłabiały zastępy ludzi. Powoli zaczęło brakować żołnierzy. Jedynymi, których można było pozyskać, byli ranni, chorzy, lub więźniowie. Jednym z nich był Marcus Fenix – skazaniec, który został zamknięty za niewykonanie rozkazu sztabu. Teraz zostaje ponownie wcielony do armii, by walczyć o wolność i zbawienie świata. Scenariusz tyle prosty, co doskonały dla amerykańskiego filmu/gry akcji i niejeden raz zrodzi nam w głowie myśl ,,Co będzie dalej?”. Bez zbędnego owijania w bawełnę, zostajemy rzuceni w wir Trybów Wojny.

{pagebreak heading=Wprowadzenie &title=W natarciu}

Unreal Engine III w natarciu

Po odpaleniu gry nie zostajemy uświadczeni żadnym filmem, który nakreśliłby nam fabułę, czy choćby aktualne wydarzenia. O przeszłości naszego bohatera i jego towarzyszy dowiadujemy się z czasem w trakcie samej zabawy, dzięki czemu autorzy mogli skupić się na doskonaleniu tego, co w zręcznościowych shooterach jest najważniejsze – akcji, klimacie i oprawach audio-video. Na początek zajmijmy się ostatnim aspektem. Gears of War w wersji na PC otrzymaliśmy równy rok (bez kilku dni) po wersji konsolowej (w Polsce gra ukazała się jednak miesiąc później, m.in. ze względu na dopracowywanie polskiej wersji).

Rok dla gier – a zwłaszcza dla ich wizualnej części – to nie taki mały kawałek czasu, jak mogłoby się wydawać. Nowsze produkcje oferują coraz to doskonalszą jakość wyświetlanego obrazu, a to co niegdyś zapierało dech w piersiach, nie robi już tak wielkiego wrażenia. Dlatego też studio odpowiedzialne za konwersję gry na komputery osobiste – polskie People Can Fly -  wprowadziło kilka innowacji do i tak dobrze wyglądającego Unreal Engine III, pozwalając posiadaczom naprawdę mocnego sprzętu na cieszenie się pięknymi efektami. Nie potrzeba jednak małego, blaszanego potwora, aby cieszyć się oprawą graficzną. Gra na redakcyjnym sprzęcie chodziła na średnio-wysokich ustawieniach w rozdzielczości 1024x768 pikseli, oczywiście z DirectX’em w wersji 9.0c. Efekt widoczny na screenach – gra nawet na nie-high-endowym sprzęcie robi bardzo dobre wrażenie, mając szansę cieszyć oczy nawet tych, którzy za poprzeczkę ustawili sobie Crysisa. Silnik elegancko daje sobie radę z wyświetlaniem zarówno ciasnych pomieszczeń, jak i otwartych przestrzeni, rzadko występujące efekty wody wywołują pragnienie w ustach, a animacja postaci i praca kamery nasuwają na myśl hollywoodzkie filmy. Niektórzy mogą przyczepić się jedynie do dwóch rzeczy; wszystko się mieni, lśni i świeci, a krew wygląda jak żywcem wyjęta z komiksów. W niczym to oczywiście nie przeszkadza, a może jedynie pomóc w kreowaniu ,,oryginalnego” klimatu.

Jeśli chodzi o udźwiękowienie, to nie można powiedzieć nic złego. Muzyka jest niezwykle klimatyczna i doskonale wkomponowana w wydarzenie które widzimy na ekranie, raz ma na celu wzbudzenie strachu i niepewności, kiedy indziej ma nas zachęcić do walki i brzmi jakby żywcem wyciągnięta z ,,Żołnierzy kosmosu”. Podobnie jest z samymi kwestiami wypowiadanymi przez bohaterów. Każdy głos jest niezwykle trafnie dobrany, lektorzy bardzo wczuwają się w rolę, nie szczędząc niekiedy ostrych przekleństw, które swoją drogą zostały bardzo dobrze oddane i przetłumaczone na ich polskie ,,odpowiedniki”. Ciężko się natomiast wypowiedzieć na temat odgłosów strzałów, bowiem wszystkie bronie są absolutnie futurystyczne, i ciężko przewidzieć, czy tak właśnie by brzmiały. Wszystkie oprócz jednej – piły mechanicznej zamontowanej w jednym z karabinów, ta brzmi jak najbardziej naturalnie.

{pagebreak title=Ekwipunek}

Say hello to my little friend

Czymże byłaby nawet najpiękniejsza i najdźwięczniejsza gra akcji bez odpowiedniego uzbrojenia? No, czymś może by i była, ale twórcy – na szczęście – nie mieli ochoty sprawdzać czym, więc do naszego użytku oddanych zostaje co prawda niewiele, ale za to kilka bardzo śmiercionośnych pukawek. Podzielić je można przede wszystkich ze względu na ich twórców, czyli Koalicję (ludzi) i Szarańczę (obcych).

Po ,,naszej” stronie mamy przede wszystkim; wielozadaniowy, automatyczny oraz praktyczny Karabin szturmowy typu ZNK. Ta najczęściej używana przez żołnierzy Koalicji (i przez graczy) broń najlepiej sprawuje się na dużych i średnich dystansach, a dzięki pojemnemu magazynkowi możemy przez długi czas trzymać przeciwnika na dystans. Jeśli jednak zdarzy się, że wróg nas oflankuje i podejdzie niebezpiecznie blisko, pozostanie nam użycie wmontowanej piły spalinowej, która doskonale sprawuje się przy bliższych ,,kontaktach” z Szarańczą.

Karabin snajperski Longshot, który jest doskonałym rozwiązaniem dla osób lubiących eliminować wrogów zza osłony i/lub z większej odległości, przy okazji ciesząc się z kolejnego ,,headshota”. Longshot nie ma co prawda zbyt wielu kul w magazynku, a i nie nadaje się absolutnie do walk na bliską odległość, jednak jeśli masz w sobie dość cierpliwości, zimnej krwi i wyznajesz zasadę ,,one shot - one kill” to ,,snajperka” będzie dla Ciebie wyśmienita.

Strzelba Gnasher, jak to strzelba, jest najlepszym rozwiązaniem gdy trzeba oczyścić wnętrza budynków. Z odległości mniejszej niż trzy metry potrafi powalić niemal każdego przeciwnika, a i z grupą ściśniętych wrogów radzi sobie doskonale.  Jedynie mała liczba amunicji i praktycznie zerowa skuteczność przy większych odległościach czyni tą broń mało praktyczną na otwartych terenach, no chyba że jesteśmy na tyle cwani, aby zakraść się na tyły wroga i wystrzelać go jak kaczki.

Pistolet Snub, najbardziej podstawowa ze wszystkich broni po ludzkiej stronie. Ma małą siłę rażenia, jednak całkiem pojemny magazynek, jest szybkostrzelny, kule lecą na spore odległości i – przede wszystkim – nie spowalnia biegu Fenixa podczas strzelania. W przypadku braku broni, lub posiadania np. tylko karabinu snajperskiego, Snub idealnie sprawdza się jako ostatnia deska ratunku, lub eliminator wrogich snajperów (oczywiście po odpowiednim zbliżeniu się do jego pozycji).

Młot Świtu to broń specjalna na wyjątkowe okazje. Służy do namierzania celu, a następnie odpowiedniego nakierowania satelity krążącego po orbicie i wystrzelenia śmiercionośnej wiązki laserowej. Dzięki ogromnej energii może zabić kilku wrogów naraz, po strzale musi się jednak przez chwilę naładować, co daje wrogom szansę do kontrataku. Na dodatek używać go można jedynie na otwartym terenie, w podziemiach, w budynkach lub po prostu pod dachem jest praktycznie bezużyteczny.

A teraz pora na uzbrojenie obcych, które w niczym nie ustępuje tym opisanym wyżej

Granatnik Bumbarder - jedna z potężniejszych broni w grze. Jeden pocisk (podobnie jak karabin snajperski) może zabić przeciwnika, a jeśli się nam poszczęści – nawet całą grupę. Broń poważnie spowalniająca Marcusa, na dodatek ciężko znaleźć do niej amunicję. Zaletą jest to, że nie trzeba trafić bezpośrednio w przeciwnika aby go zranić/zabić, jednak jeśli strzelimy zbyt blisko siebie, sami możemy rozerwać się na mięsne kawałki. Należy pamiętać również, że broń ma średni zasięg strzału, a tor lotu pocisku to lekka parabola.

Granat odłamkowy, który wśród społeczności graczy zyskał miano ,,szyszki” przez swój specyficzny wygląd. Oprócz tego nie różni się praktycznie niczym od znanych nam granatów, leci na odległość rzuconą przez gracza (tu: średnia) i zależnie od odległości od celu zadaje rozmaite obrażenia, od zerowych, poprzez ogłuszenie do całkowitego rozerwania. Dodadkowo granat wrzucony do tunelu Szarańczy (z którego swoją drogą wychodzą na powierzchnię) spowoduje jego zawalenie, dzięki czemu szybko pozbędziemy się spore ilości wrogów. Jakby tego było mało, granat możemy ,,przyczepić” do wroga, który w akcie paniki zacznie biegać po całym polu bitwy, a następnie eksploduje, prawdopodobnie pozbawiając życia także kompanów.

Karabin szturmowy Hammerburst, odpowiednik ludzkiego ZNK, ma mniejszy zasięg, jest półautomatyczny, zadaje mniejsze obrażenia i nie ma zamontowanej ani piły, ani żadnej innej broni białej, słowem – gorsza kuzyn. Oprócz tego nie różni się praktycznie niczym – amunicji jest dość sporo, więc może służyć jako ,,czyściciel przedpola”

Łuk Torque, połączenie łuki i kuszy, strzały w miejscu grotu mają zamontowany ładunek wybuchowy, który po wystrzeleniu eksploduje po kilku sekundach (zupełnie jak strzały Rambo). Jeśli uda nam się dosięgnąć wroga i wbić strzałę w pancerz (co nastąpi jedynie po maksymalnym naciągnięciu cięciwy), to niezależnie od tego gdzie go trafiliśmy, zostanie z niego tylko kupa mięsa. Minusy to długi czas naciągania cięciwy i mała ilość strzał.

Postolet Boltok to futurystyczny odpowiednik Magnum 45mm. Dwoma strzałami potrafi zabić nawet silnego przeciwnika, jednak ma mały magazynek i nie jest szybkostrzelny, przez co jest preferowany raczej przez bardziej doświadczonych strzelców.

Tak jak powiedziałem wcześniej – wybór może niezbyt rozległy, za to wyważony i praktyczny, przez co każdy gracz będzie mógł dostosować grę do swojego stylu.

Wspomnieć jeszcze należy o pewnej bardzo istotnej rzeczy. W grze istnieje tzw. aktywne przeładowanie, czyli specjalny bonus dla broni, który uzyskuje się za odpowiednio szybkie naciśnięcie klawisza przeładowywania. Gdy zmieniamy magazynek, pod paskiem obrazującym ilość amunicji pojawia się nagle drugi pasek z wyraźnie zaznaczonym szarym i białym polem. Następnie wskaźnik zaczyna przesuwać się od lewej, do prawej strony paska. Jeśli zdecydujemy się ponownie nacisnąć klawisz przeładowania, możemy uzyskać trzy różne efekty:

- Jeśli naciśniemy klawisz, podczas gdy wskaźnik znajduje się na szarym polu, przeładujemy szybciej
- Jeśli naciśniemy klawisz, podczas gdy wskaźnik znajduje się na białym polu, zmienimy magazynek o wiele szybciej i otrzymamy małą premię do zadawanych obrażeń
- Jeśli poniesiemy porażkę (wskaźnik poza polami) przeładowanie potrwa dłużej niż przy zwykłej zmianie magazynka

Możemy oczywiście w ogóle nie bawić się w aktywne przeładowanie i pozwolić Marcusowi normalnie przeładować, jednak zaznaczam, że w tym czasie przeciwnik może nas zaatakować.
Sama gra nie polega jednak na samym rozdawaniu śrutu wszystkiemu co się rusza i co ma ostre zęby (choć jest to niezwykle ważny i główny aspekt całego tytułu). Gears of War oprócz motywów typowo shooterowych posiada także elementy gier taktycznych, czyli sterowania oddziałem i prowadzenia ognia za osłoną.

{pagebreak title=Nasza załoga}

Ja i mój zespół

Nowoczesne gry oprócz stylu który jest z góry przypisany danemu gatunkowi, zaczynają coraz bardziej wprowadzań elementy innych -  mogłoby się zdawać, że zupełnie niepasujących do danego tytułu - gier. Tak więc, żeby nieco urozmaicić zabawę, Gears of War oprócz typowej strzelaniny ma także w sobie bardzo dużo ze zręcznościowych gier, oraz trochę z taktycznych. Zajmijmy się najpierw tym drugim. Gry taktyczne z reguły charakteryzują się tym, że dowodzi się określoną grupą ludzi, którzy pomagają nam w wykonaniu zadania, bowiem nasz heros – jak to w życiu bywa – nie jest jednoosobową armią i sam świata nie zbawi.

Na początku gry jesteśmy jedynie zwykłym szeregowym i sami przyjmujemy rozkazy, z czasem jednak, wskutek wielu nieprzewidzianych wydarzeń, sami obejmujemy dowództwo. Marcus i jego kumpel – Dominic Santiago aka Dom należą od początku do Delta Squad. Z czasem dołączają do nich jeszcze dwaj wojacy: legenda footballu amerykańskiego Augustus "Cole Train" Cole, oraz Damon Baird, którzy wcześniej należeli do ratowanego przez zespół Marcusa Alpha Squad. Z czasem wszyscy trafiają pod naszą jurysdykcję i jako sierżant Fenix ruszamy do boju.

Mamy już zespół, a jakie mamy pole manewru jeśli chodzi o wydawanie rozkazów? System jest niezwykle prosty i intuicyjny. Po wciśnięciu odpowiedniego klawisza pojawiają się cele misji i status naszych kompanów. Teraz, zależnie od tego jaki przycisk naciśniemy, możemy wydać trzy rozkazy: przegrupowanie, wstrzymanie ognia lub atak. Cała drużyna wykonuje dany rozkaz, nie możemy rozdzielić komend na poszczególnych żołnierzy, ani też wskazać dokładnego miejsca wykonania zadania. Kompani sami wykonują rozkaz, a my możemy ewentualnie go zmienić, bądź też osłaniać ich ogniem zaporowym. Jeśli porównać ten system do R6: Vegas, Republic Commando czy choćby Brothers in Arms, to nasze możliwości są bardzo ubogie, ale zapewniam – absolutnie wystarczające, a przy okazji nie odrywające nas od akcji.

Możliwość wydawania rozkazów to jednak dopiero połowa ,,taktycznych” możliwości gry. Nie spodziewajcie się jednak cudów, reszta to po prostu ukrywanie się za przeszkodami – murkami, skrzyniami, wrakami wozów i za czymkolwiek, co nie pozwoli kuli nas sięgnąć. Z takiej pozycji możemy następnie oflankować wroga, i wystrzelać go od tyłu/boku, wychylić się i spróbować wystrzelać i/lub wysadzić granatami wroga z daleka z pomocą klawisza celowania, lub też (w skrajnych warunkach) spróbować strzelania na ślepo co jest jednak efektywne jedynie wtedy, gdy przeciwnik za niczym się nie kryje i jest bardzo blisko nas. Oczywiście można próbować stylu rosyjskiego (biec na wroga z okrzykiem bojowym na ustach) i strzelać z biodra, jednak zapewniam, że długo tak nie pociągniemy. Wspomnieć należy także, że Markus mimo ogromnej postury jest niezwykle zwinny, nie jest dla niego problemem wykonać skok tygrysa podczas biegu, biec w postawie pochylonej (kucając), przeskakiwać przez przeszkody lub się na nie wspinać (chodzi oczywiście o drabiny). Wszystko to sprawia, że jesteśmy trudnym celem do trafienia, a gra zyskuje na dynamizmie, i mimo, że w głównej mierze opiera się na ciągłym eliminowaniu pojawiających się wrogów, nie nudzi i wciąż sprawia sporo frajdy. Niektórzy mogą poczuć się jednak zawiedzieni, jeśli oczekiwali czegoś więcej po ,,najlepszej grze konsolowej 2006 roku”.

Wspomnijmy jeszcze trochę o samym sterowaniu. People Can Fly, czyli polskie studio odpowiedzialne za konwersję gry na PC odwaliło kawał dobrej roboty. Większość czynności (przyleganie do osłom, skok, ominięcie przeszkody, interakcja, bieg w postawie pochylonej) wykonujemy przy użyciu Spacji, co jest bardzo intuicyjne i praktyczne oraz wbrew pozorom nie wykonuje niechcianych przez nas czynności. Poruszamy się tradycyjnie przy pomocy klawiszy WSAD, przeładowujemy przy pomocy R, wręcz walczymy z użyciem klawisza F, a kucamy dzięki klawiszowi C. Pozostałe 8 klawiszy to wybór broni, cele misji, wejście do menu, wyświetlenie wyników i marsz. Tego nie używamy aż tak często, a jeśli już, to robimy to równie łatwo co z klawiszami podstawowymi. Podobnie sprawa ma się z użyciem myszki, strzelamy LPM, przybliżamy PPM, a przy pomocy kółka wybieramy broń lub korzystamy z lunety karabinu snajperskiego. Panom z People Can Fly należą się w tej kwestii prawdziwe owacje, pokazują, że jak się chce zrobić dobrą konwersję, to można. Słowem – Polak potrafi.

{pagebreak title=Tryb wojny}

Tryby wojny

Gears of War posiada oczywiście dwa tryby rozgrywki – dla pojedynczego i wielu graczy. Singleplayer podzielony jest na pięć aktów, które z kolei składają się na sześć do ośmiu rozdziałów. Należy także przypomnieć, że na rzecz wersji na komputery osobiste studio People Can Fly stworzyło dodatkowe 5 rozdziałów, które tworzą niemal cały akt, a co najważniejsze – dochodzi w nich do starcia z ogromnym obcym, Brumakiem. W każdym z aktów mamy do wykonania jeden konkretny cel i podczas postępu w grze będzie modyfikowany wraz ze zmieniającą się sytuacją. Scenerie będą dość różnorodne, raz będą to tereny miejskie, kiedy indziej kopalnia, tunele Szarańczy czy cieplarnia. Nie ma to jednak wielkiego wpływu na sposób rozgrywki, w każdym przemy do przodu otwierając kolejne drzwi, od czasu do czasu dostając wybór – wybrać prawą czy lewą ścieżkę? Jest to pewna nieliniowość w rozgrywce, ale koniec zawsze jest ten sam.

Następnie powinienem zająć się opisem trybu multiplayer, jednak… nie mogę tego uczynić. Wyniknął nieoczekiwany problem, z którym – jak się okazuje – boryka się wielu graczy. Otóż, aby grać przez sieć w trybie kooperacji lub wieloosobowym, konieczne jest założenie konta na Windows LIVE. Jak się niestety okazuje, Polska nie jest zaliczona do grona krajów, które ową usługę obsługują. Nie ma oczywiście problemu, żeby zarejestrować się na zagranicznym serwerze, jednak z tego co się dowiedzieliśmy, nie jest to w 100% legalne… Ze smutkiem musimy więc opuścić tą część recenzji, mając nadzieję, że usługa LIVE będzie w końcu dostępna w Polsce. Tymczasem dla gry – nie wnikając w to, kto zawinił – jest to spory minus i traci na tym jej wizerunek.

Polska wersja

Przyjrzyjmy się teraz bliżej polskiemu wydaniu. Gra została wydana w Polsce dzięki firmie CDProject, która zadbała o dość ciekawą zawartość. Pudełko jest zapakowane w ładnym, specjalnie tłoczonym etui, z którego spogląda na nas główny bohater gry. W samym pudełku znajdziemy płytę z grą, kolorową instrukcję, specjalny poradnik przygotowany przez zespół gearsofwar.pl opisującą taktyki, bronie, oraz zawierającą pełny opis przejścia gry, a także duży plakat z motywem Gears of War. Pragnąłbym się jeszcze zatrzymać przy samym poradniku. Jego treść jest niezwykle przydatna i ciekawie opisana, z pewnością niejednemu graczowi pomoże w przejściu gry. Jest jednak pewien mały szkopuł, otóż podczas przeglądania stron, kartki po prostu same odlatywały przez zbyt delikatne łączenie, co osobiście było dla mnie dość frustrujące. Gdyby nie to, całość byłaby po prostu rewelacyjna, a tak, mimo że poradnik ładny i praktyczny, to źle wykonany i niewygodny w użyciu.

Jeśli chodzi o polonizację, to tutaj nie można nic zarzucić. W grze przetłumaczono napisy, które bardzo wiernie oddają charakter wypowiadanych przez postaci kwestii. CDProject odwalił kawał dobrej pracy.

{pagebreak title=Podsumowanie}

Na koniec słów kilka

Gears of War nie jest już taką rewolucją, jaką był podczas premiery na Xbox 360. Grafika nieco się zestarzała, a prosta rozgrywka może odrzucić niektórych bardziej wymagających graczy. Jednak ten właśnie prosty schemat rozgrywki, ubarwiony nieco przez możliwości wydawania rozkazów, oprawiony poprawioną na rzecz PC grafiką i doskonałą muzyką, sprawia niezwykle sporo zabawy i nie pozwala oderwać się od monitora. Gra w wersji na komputery osobiste nie straciła swojego uroku, ba, zyskała nawet dzięki kilku poprawkom technicznym, dodatkowym poziomom i doskonale zaprojektowanym, intuicyjnym sterowaniem. Szkoda tylko, że nie zostaliśmy uraczeni działającym w Polsce trybem wieloosobowym, ale cóż, może w przyszłości się to zmieni. Tymczasem kampania bawi nas niezwykle długo i nawet po jej zakończeniu, mamy ochotę na powrót do Trybów Wojny.

Grę do recenzji dostarczył sklep internetowy Wirtus.pl


Wygenerowano do druku w dniu: 12.03.2010
http://pcarena.pl/articles/show/82478/print/Gears-of-War.html